poniedziałek, 5 kwietnia 2021

210. Urzekające ,,Małe kobietki"

     Nie jesteśmy w stanie cofnąć czasu. Choćbyśmy się nie wiadomo jak starali. Choćbyśmy nawet oddali za to wszystkie pieniądze świata. Bo z pewnością nie zaprzeczycie, że co najmniej kilka razy w życiu zatęskniliście za czasem beztroskiego dzieciństwa. Za zabawami w ,,zdobyte" i w chowanego, za jazdą rowerem i kolejnymi ,,wielkimi" przygodami na osiedlowych uliczkach. Za tym czasem, kiedy nie zaprzątały nam głów takie ,,głupoty" jak domowe rachunki, zakupy i konieczność chodzenia do nudnej pracy, a najważniejszym naszym przekonaniem był fakt, że ludzie z natury są dobrzy, a dorośli na pewno nie kłamią. Ten czas niestety już nigdy nie wróci, ale na szczęście, dzięki takim książkom, jak ta, możemy choć trochę poczuć się, jak dawniej: swobodnie, beztrosko, z permanentnym uśmiechem na twarzy i poczuciem cennego daru, jakim jest życie.
     To pierwsze moje skojarzenie po przeczytaniu ,,Małych kobietek". Przebywając w towarzystwie córek pani March mogłam znowu poczuć magię dzieciństwa. I nieważne, że fabuła książki osadzona jest w znacznie wcześniejszych czasach. Smak dzieciństwa to wartość uniwersalna - dla każdego, w każdym stuleciu.
      Drugie moje skojarzenie to takie książki jak: ,,W dolinie Muminków", ,,Mały książę" i ,,Dzieci z Bullerbyn". Książki i beztroskie i umiejętnie pouczające jednocześnie. Proste w przekazie, zrozumiałe i odpowiednie dla czytelnika w każdym wieku. I to oczywiście kolejna zaleta ,,Małych kobietek", które jak najbardziej zaliczam do grona tego typu literatury. Pomimo przytaczania konkretnych zdarzeń, z każdego z nich możemy zawsze wyciągnąć wiele uniwersalnych, pięknych prawd o życiu i ludziach.
     Kolejną i równie ważną zaletą tego tytułu jest konkretnie to wydanie książki (z wydawnictwa MG). Piękna okładka i subtelne, urzekające ilustracje. Znajomy zapytał mnie, czy odpowiada mi to wydanie, ponieważ słyszał, że wydawnictwo MG miewa sporo błędów i zdarzają się nawet braki w fabule. Nie zauważyłam ani błędów, ani braków w fabule i mam nadzieję, że w kolejnych częściach mi się to nie przydarzy, ponieważ, póki co, tą konkretną oprawą graficzną ,,Małych kobietek" jestem wręcz zachwycona. Oczywiście wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale jeśli estetyka okładki/wydania jest tak urzekająca, że aż chce się czytać dwa razy mocniej, to jak najbardziej zaliczam to do grona zalet tej książki.
      ,,Małe kobietki" nowością wydawniczą nie są, ale to właśnie ich ,,drugie życie" sprawia, że cieszą wprawnych czytelników jeszcze bardziej. Mnie - książkoholika urzeka fakt, że starszy tytuł zostaje po raz kolejny ogłoszony sprzedażowym i czytelniczym bestsellerem. Bo to tak, jak z tym naszym dzieciństwem - to, że minęło, nie oznacza, że nie powinniśmy do niego wracać i na nowo nie doceniać.
       Przyjemny i beztroski czas spędziłam z ,,Małymi kobietkami" i z pewnością polecam każdemu - by choć na chwilę oderwać się od tego zwariowanego świata.

sobota, 3 kwietnia 2021

209. ,,Masa o kilerach polskiej mafii" czyli jak straciłam czas - ale na szczęście nie pieniądze

      Wywiadów Artura Górskiego z Jarosławem Sokołowskim ,,Masą" czytałam trzy i wydaje mi się, że to wystarczająca liczba, by móc się generalnie wypowiedzieć na temat ich całości.
     Pamiętam, że pierwszą, czytaną przeze mnie książkę tej serii wywiadów: ,,Masa o bossach polskiej mafii" wręcz pochłonęłam. Po kilku tytułach jednak niestety już wiem, że działo się tak nie z racji wysokich walorów lektury - tylko bardziej z powodu egzotyki (z mojego punktu widzenia) tamtejszej tematyki.
     Mafia? Bossowie? Kilerzy? O takich rzeczach słyszałam tylko w telewizji. I to niekoniecznie w wieczornych wiadomościach - co bardziej w kolejnych, niezbyt udanych polskich produkcjach. Bossowie - pomarszczeni agresorzy, kilerzy fajtłapy - wyłącznie taki obraz mafii był mi znany. Czyli tak naprawdę żaden. Z tego też powodu wcale się nie dziwię, dlaczego ,,prawdziwe" relacje, ,,prawdziwego" mafiosa i świadka koronnego skradły moją uwagę. Bo to, czy rzeczywiście prawdziwe to podobno kwestia dyskusyjna, ale przyjmijmy, że tak - bo akurat nie tym będę się zajmować w mojej krótkiej recenzji.
     Wszystko to, o czym czytałam po raz pierwszy (wciąż mówię o książce ,,Masa o bossach..") było dla mnie co najmniej szokujące. Zwłaszcza opłacanie polityków, konszachty z biznesmenami i eks-gangsterzy, którzy radzą sobie świetnie w obecnej - legalnej rzeczywistości.
      Pierwsze dwa tytuły czytałam dość dawno temu, ale pamiętając tamtejsze wrażenia liczyłam, że przy tej książce doświadczę podobnych. No cóż.. wniosek mam ostatecznie tylko jeden: to, co miało mnie ,,zachwycić" mam już za sobą, reszta to typowe ,,zapchaj dziurę", by móc zarobić na kolejnej książce.
      Niczego nowego i sensownego z ,,Masy o kilerach polskiej mafii" się nie dowiedziałam. ,,Krakowiak", ,,Chińczyk", ,,Szkatuła", ,,Komandos" czyli Sławomiry S., Stanisławy K. itp. tajemnicze typy już były. Nie w wiadomościach (przynajmniej ja nie widziałam), nie w innych książkach tylko dokładnie w tych konkretnych, z tymi wywiadami - tylko pod innym tytułem. Co kilka stron zresztą jest wzmianka o tym, że ,,pisaliśmy o nim w takim a w takim tytule". Naprawdę co kilka stron! To ja się pytam w takim razie, po ,,choinkę" jest ta książka?? Bibliografia do poprzednich? Czy może przypominajka? Albo co najbardziej prawdopodobne: gwarancja na płynność przelewów na koncie wydawcy. Już po kilku stronach niestety czytałam z coraz mniejszą uwagą, a z coraz większą chęcią zakończenia i pozbycia się tego tytułu.
     I niczego więcej niestety na temat ,,Masy o kilerach polskiej mafii" nie mam do powiedzenia. Nie przejadły mi się te wywiady - to złe określenie. Bardziej ich tematyka się po prostu wyczerpała - przynajmniej dla mnie. Na szczęście ja nie wydałam na tę książkę ani złotówki, ale ze swej strony przestrzegam, byście Wy tego nie robili. Szkoda i pieniędzy i czasu.

Kreatywne blogi